Wybuch warszawskiej Rotundy w dniu 15 lutego 1979 r.



Wspomina Andrzej Winiarski dyspozytor Stołecznego Stanowiska Kierowania, Komendy Stołecznej Straży Pożarnych, który w dniu 15 lutego 1979 r. pełnił służbę.

Byłem w ogniu wydarzeń

Nie przypuszczałem, że znajdę się w samym oku cyklonu. Że będę ratownikiem i świadkiem jednej z największych tragedii w historii powojennej Polski, która pochłonęła kilkadziesiąt ofiar.
Byłem świeżo upieczonym, niespełna dwudziestokilkuletnim podoficerem pożarnictwa. W  dniu 6 lutego 1979 r. otrzymałem przeniesienie służbowe z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnych w Przemyślu do Komendy Stołecznej Straży Pożarnych w Warszawie, na stanowisko dyspozytora stołecznego stanowisko kierowania. Służba 15 lutego 1979 r.  była dla mnie czwartą w nowym miejscu pracy. Funkcję oficera dyżurnego pełnił st.ogn.poż. Mieczysław Sawicki, dyspozytorem przy telefonicznej konsoli był ogn.poż. Waldemar (nazwiska nie pamiętam). Ja, młody strażak pochodzący z prowincji, pełniłem obowiązki radiooperatora stołecznego stanowiska kierowania. Stanowisko kierowania znajdowało się w budynku nad III Oddziałem Zawodowej Straży Pożarnej przy ul. Polnej.
Służbę rozpocząłem od nałożenia taśm na magnetofony sprzężone z radiostacją, które nagrywały całą prowadzona korespondencję radiową z podaniem dokładnego czasu. Pamiętam słowa  porucznika-oficera operacyjnego, który po rozmowie telefonicznej z żoną – powiedział: Żona znów życzyła mi ,,spokojnej służby”. Kiedy otrzymuję od niej takie życzenia,  zawsze jest większa akcja ratownicza.
Dochodziło południe. Utrzymywałem łączność radiową z jednostkami w terenie. W pewnej chwili Waldek, obsługujący konsolę telefoniczną, krzyknął:
Andrzej Wybuchła Rotunda !!!
Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z ogromu tragedii, jaka właśnie w tej chwili się wydarzyła. Na miejsce akcji do Banku PKO, znajdującego się przy skrzyżowaniu ulicy Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich, wyjechały pierwsze wozy bojowe z III Oddziału oraz  samochód dowodzenia i łączności o kryptonimie ,,Unia”. Wysyłane do akcji jednostki zgłaszały mi kolejno swój wyjazd. Za kilka minut, kiedy ,,Unia” dotarła do rotundy, Jurek dosłownie krzyczał przez radio:
Jest tu straszny widok ! Przyślij maksymalną ilość karetek pogotowia !
Pobiegłem do Waldka przy konsoli telefonicznej. – Karetki już jadą – powiedział. Za oknem było słychać wielki, przeraźliwy jęk, jakby płacz syren pędzących na pomoc samochodów. Spojrzałem na konsole, ujrzałem wszystkie zapalone czerwone lampki telefonu alarmowego 998. Na miejsce zdarzenia pojechał także ,,Orion”, drugi samochód dowodzenia i łączności. Z radiostacji dobiegały komunikaty o rannych i zabitych, o odciętych rekach i nogach, a także oczach wyłupanych kawałkami szkła, o damskim kozaku z uciętą na równo z brzegiem cholewki nogą. Rannych przewożono do warszawskich szpitali, zabitych transportowano do prosektorium na Oczki.  Pamiętam dobrze informacje od Jurka, że na Oczki zwieziono sześćdziesiąt lub siedemdziesiąt zabitych.
Po południu paraliżująca informacja o wybuchu  Rotundy obiegła całą Polskę. Meldunki o odnajdywanych wśród ruin zabitych i rannych dobiegały coraz rzadziej. Powracali z akcji ubrudzeni i zmęczeni koledzy. Powrócił też Jurek, który powiedział do mnie:  - Andrzej byłeś dobry, byłeś bardzo dobry, dobrze wyszkolili cię w tym Przemyślu.
Następnego dnia rano, kiedy zdałem służbę kolegom z trzeciej zmiany, wmieszany w tłum, jadąc do domu tramwajem zobaczyłem ruiny i powyginane konstrukcje Rotundy.  Tramwaj nieco zwolnił, wszyscy ludzie w milczeniu patrzyli w stronę wczorajszej tragedii.
Pamiętam także poprzedzające tę tragedię pożary sklepów Peweksu w różnych dzielnicach Warszawy.
W niedługim czasie po wybuch w Rotundzie nastąpiła katastrofa samolotu, w której m.in. zginęła Anna Jantar, koledzy którzy przyjechali na miejsce tragedii ujrzeli straszny widok, że trudno było z nimi o tym rozmawiać.
Cała Polska pod koniec lat siedemdziesiątych triumfowała. 16.X.1978 r. wybrano papieża – Polaka.
 W dniu 02 czerwca 1979 r. jako strażak miałem zaszczyt zabezpieczać pielgrzymkę Papieża Jana Pawła II na ówczesnym Placu Zwycięstwa w Warszawie, wsłuchiwałem się w słowa Papieża, które stały się przesłaniem :"Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!".
Dziś wracają do mnie pytania z tamtych lat. Może ktoś przez wypadek w Rotundzie usiłował zakłócić radość i nadzieję Polaków, jaką dawał Jan Paweł II ?  Może eskalacja tragedii była świadomym wprowadzeniem zamętu w budzącym się do wolności państwie ?
Później, kiedy przechodziłem obok odbudowanej i tętniącej życiem Rotundy, doznawałem dziwnego uczucia. Jakby ucisk serca, bezdech.

Wsłuchując się w informacje i śledząc tragiczne wydarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 r. nie mogę zrozumieć dlaczego do chwili obecnej nie odczytano rejestrów korespondencji i komunikatów z wieży kontrolnej lotów lotniska pod Smoleńskiem, czy zapisów czarnych skrzynek, bowiem ponad trzydzieści lat temu w Stołecznym Stanowisku Kierowania Stołecznej Komendy Straży Pożarnych za pomocą magnetofonów rejestrowaliśmy każdą rozmowę z podaniem dokładnego czasu na tyle skutecznie, że dziś z pewnością można bez żadnych nadzwyczajnych urządzeń technicznych odtworzyć przebieg każdej służby z dokładnością do jednej sekundy.
Andrzej Brzezina Winiarski